Moje Królestwo

czyli, moja prowansalska kuchnia!


     Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze nie miałam bladego pojęcia o gotowaniu, do głowy by mi nie przyszło, że w niedalekiej przyszłości kuchnia stanie się moim królestwem… Ale jak to powiedział Forrest Gump: „życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, na co trafisz”. I tak tez było w moim przypadku :-) Projekt prowansalskiej kuchni narodził się w momencie przeprowadzki do domu po dziadkach mojego męża. Aby nie nadszarpnąć zbytnio naszego domowego budżetu postanowiliśmy wykorzystać wyposażenie babcinej kuchni, a wszelkie prace remontowe przeprowadzić we własnym zakresie. Ja niczym Królewna wskazywałam paluszkiem swoje zachcianki, a mój kochany mąż Czarodziej spełniał każde życzenie, począwszy od szlifowania i przemalowywania kuchennych szafek (które nie wiedzieć czemu mnożyły się po nocach), przycinania drewnianych blatów, montowania prowadnic, a skończywszy na aranżacji całego wnętrza. W mojej gestii pozostała najprzyjemniejsza część – dekoracja, którą nieustannie uzupełniam o nowe gadżety.

     Zapraszam do środka mojej prowansalskiej kuchni. Wnętrze utrzymane jest w ciepłej, kremowo białej tonacji z dodatkiem pastelowego różu, fioletu i zieleni. Motywem przewodnim stały się motyle, widoczne w ramkach na ścianach, lnianych zasłonach i lambrekinach (materiał na te zasłony został kupiony w jednym z francuskich sklepów z tkaninami Maison Frisch a Metz), pudełkach, lampionach, serwetkach i innych drobnych gadżetach. Panuje tu ład i harmonia, a każdy nawet najdrobniejszy element ma swoje miejsce. I tak na jednym z okien miejsce zajmują rozmaite, świeże zioła: bazylia, oregano, mięta, rozmaryn, tymianek. Tuż obok dostrzec można różnego rodzaju bakalie, zamknięte szczelnie w weckowych słoikach. Po drugiej stronie na małej półeczce stoją w dwóch rzędach oliwy i octy. Szczególne miejsce zajmuje tu tzw. oliwa teściowej, czyli oliwa z dodatkiem suszonych płatków papryczki chilli. Pod drewnianym blatem możemy znaleźć szklane pojemniki, a w nich mąki, makarony, kasze, ryże i przyprawy. W samym centrum widzimy ruchomą kuchenną wyspę, która kryje w sobie szklane słoje ze smakołykami dla prawdziwych łasuchów: beziki, smakowe cukierasy, czy rogaliki z powidłami (ulubiony przysmak Panicza Macieja :-)). Tuż przy drzwiach w kąciku kawowo-herbacianym znajdziemy zielone i owocowe herbaty, w tym moją ulubioną senchę sakurę, czyli zieloną japońską herbatę z płatkami kwiatów wiśni. Dla miłośników serwuje tutaj cappuccino z lekką pianką i posypką ze sproszkowanej herbaty matcha. Całości dopełnia lawendowy zestaw kawowy, który dzięki fioletowym elementom idealnie współgra z wystrojem. A na samej górze pudełka i pudełeczka, a w nich najprzeróżniejsze kuchenne gadżety m.in. papilotki do muffinek i pralinek, które – zdradzę na uszko – są moją największą słabością :-) i na honorowym miejscu, w jednym pudle z motylami spoczywa rodzinna cukiernica – nasz prezent ślubny.

     I tak oto kuchnia, stała się najbardziej dopieszczonym pomieszczeniem w całym domu … Zapraszam do galerii zdjęć. 

  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt
  • alt

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress